A właściwie na sześć. Czyli wywiad Jacka Gadzinowskiego z Piotrem. Coś od siebie też wtrąciłem. Poniżej krótki wstęp. Pełna wersja opublikowana na interaktywnie.com
Jacek: Pytanie pierwsze, tak od razu prosto z mostu. Co wam „odbiło” z odchodzeniem z Opcomu? Przecież stanowiliście naprawdę dobry zespół?
Piotr: Mieliśmy bardzo podobną wizję nowej firmy, jej zarządzania, klimatu, ludzi, których chcieliśmy pozyskać. Mniejsza agencja daje ogromne możliwości. Jest elastyczna, łatwiej stworzyć ciekawe miejsce pracy.
Dawid: Bo ja od małego marzyłem o własnej agencji reklamowej. Stworzonej od podstaw. Od zera. Gdzieś po drodze zobaczyłem jeszcze “What Woman Want” i tak mi już zostało. Jesienią zeszłego roku tak po prostu podczas luźnej rozmowy z Piotrem uznaliśmy, że raz kozie śmierć.
Jacek: Po opublikowaniu komunikatu, pojawiły się pogłoski i zarzuty, o „wbijaniu noża w plecy”, przy tak „niespodziewanym odejściu”. Wiesz, ja nie znam tej sytuacji… ale patrząc z boku, gdy dostajesz (wykupujesz/obejmujesz) udziały w firmie a później odchodzisz z niej, coś może wydawać się „nie halo”. Sporo tam nauczyłeś się, awansowałeś, skorzystałeś. Z drugiej strony… odejście Piotra, po tym jak nie zagrzał tam długo miejsca. To jest niespójne…
Dawid: Co do noża w plecy - owszem, byłem udziałowcem agencji od czerwca 2008 roku. Niemniej odsprzedałem udziały za identyczną kwotę, za jakie je nabyłem. Nie zyskałem na tym złotówki. Nie chciałem zarobić w taki sposób. Starałem się, jak tylko mogłem, by był to tylko plastikowy scyzoryk w plecy - a nie maczeta między żebra. Opcom miał zresztą świetnych ludzi - zarówno na miejsce Piotra, jak i moje.
Piotr: Zobowiązaliśmy się też przez pewien okres nie dotykać klientów poprzedniej agencji.
Dawid: No…. Piotra było oczywiście nietrudno zastąpić :)
Piotr: Pieprz się :)
Jacek: Pride& Glory, lub inaczej „P&G”. Przerost ambicji, megalomania, czy chęć wyróżnienia się na rynku? No fajnie, budujecie markę (jako agencja – jesteście w ten sposób może wiarygodniejsi?), ale tylko ciekawe, skuteczne i efektywne biznesowo realizacje pokażą, gdzie będzie Wasze miejsce na rynku.
Dawid: Początkowo myśleliśmy o -68m. Jeśli pamiętasz Wielki Błękit Luca Bessona, na pewnych głębokościach podczas nurkowania mózg zaczyna podobno funkcjonować zupełnie inaczej. Halucynacje, euforia, brak mechanizmów obronnych, poczucie swobody, wszystko wokół wydaje się piękniejsze niż jest. Słowem - prawie jak po dobrej reklamie. Wybraliśmy sobie umownie głębokość -68m i był to naprawdę mocny kandydat na nazwę agencji.
Pełna treść wywiadu tutaj.